Kierowca nie mógł znaleźć swojego TIRa i odebrał sobie życie. Wstrząsające

kierowca załamany

Pixabay.com

W Gliwicach jakiś czas temu doszło do strasznej tragedii. Kierowca zawodowy zaparkował swoje auto i wyszedł na parking. Gdy wrócił i nie zastał swojej ciężarówki, postanowił targnąć się na swoje życie. Wstrząsająca historia mrozi krew w żyłach do dzisiaj. Dlaczego mężczyzna dopuścił się takiego czynu? Minęły już prawie 3 lata od tego tragicznego wydarzenia.

Do sytuacji doszło w Gliwicach 28 maja 2016 roku. Była piękna, słoneczna pogoda, godzina koło 15:00. Mężczyzna, który zawodowo prowadził samochód ciężarowy, zjechał na parking przy autostradzie A4 w Gliwicach. Jako że miał pauzę, postanowić opuścić pojazd i udać się na zasłużony odpoczynek. Gdy wrócił na parking, nie mógł nigdzie dojrzeć swojego TIRa. Sytuacja była na tyle kryzysowa, że w stacyjce zostawił kluczyki. Kierowca postanowił powiadomić policję. Zgłosił, że towar, który przewoził był wart 2,5 miliona złotych. Był przerażony i załamany.

Co się właściwie stało?

Kilkukrotnie obiegał parking, ale bezskutecznie. Jak relacjonowali policjanci, mężczyzna był zrozpaczony faktem, że nie wyjął kluczyków ze stacyjki. Był przekonany, że ktoś wsiadł do ciężarówki i zagarnął ponad dwumilionowy ładunek. Mężczyzna miał zaledwie 31 lat, rodzinę i całe życie przed sobą.

– Kierowca był przerażony tym, że zostawił kluczyki w stacyjce. Policjanci przyjechali na miejsce, a w międzyczasie jeden z pracowników stacji benzynowej powiadomił nas o tym, że w toalecie znaleziono ciało – opowiadał nadkom. Marek Słomski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach.

kierowca Gliwice A4 - Miejsce zdarzenia
Wikimedia Commons/Astrorek (CC BY-SA 3.0)

Ostatecznie policjanci po dotarciu na miejsce, otrzymali informacje o samobójstwie mężczyzny. Przy ciele nie było żadnych dokumentów, ale w końcu funkcjonariusze doszli do tego, że był to kierowca ciężarówki. Pojazd się odnalazł Okazało się, że pojazd nie został ani skradziony, ani okradziony. Stał po drugiej stronie autostrady, na identycznie wyglądającym MOPie. Policjanci znaleźli go natychmiast, bez większego trudu.

Co się właściwie stało i dlaczego do tego doszło?

Tymoteusz S. był pod wpływem alkoholu. Wiózł ładunek z Francji, choć nie według doniesień jego przełożonego, nie był on tak drogi, jak myślał. Prokuratura umorzyła śledztwo, wydając przy tym poniższe oświadczenie.

– Nie ma wątpliwości, że popełnił samobójstwo. Był przekonany, że skradziono mu pojazd wraz z ładunkiem. Zostawił list pożegnalny, w którym przepraszał rodzinę i pracodawcę za to, że ich zawiódł. Zamieścił w nim też swoje dane osobowe, aby nie było problemów z identyfikacją – relacjonowała prokurator Joanna Smorczewska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Czy do tragedii musiało dojść? Czy mężczyzna był tak zestresowany swoją pracą, wykończony psychicznie i przestraszony, że wolał odebrać sobie życie niż stawić temu czoło? Jest to niezwykle przykre, mimo że minęło już tyle czasu. Zawód kierowcy jest o wiele cięższy, niż może się wydawać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *